To się w głowie nie mieści! Miało być jak w raju – nowoczesne osiedle, udogodnienia dla aktywnych i uśmiech na twarzy. Rzeczywistość w nowym apartamentowcu na warszawskim Mokotowie okazała się brutalna i… śmierdząca! Od ponad dwóch tygodni nie działa prysznic w rowerowni, a przez budynek przetacza się fala smrodu i frustracji.
Dramat spoconych cyklistów
Wyobraźcie to sobie. Wracacie po całym dniu ciężkiej pracy, pedałując w upale przez zakorkowane miasto. Jesteście spoceni, zmęczeni, marzycie tylko o tym, żeby zmyć z siebie trudny dzień. I co? I nic! Zastajecie zepsuty prysznic, a na drzwiach kartkę z lakonicznym ‘awaria’.
- Człowiek wraca z pracy zmęczony, spocony jak mysz, i o czym marzy? O szybkim prysznicu! A tu co? ZIMNA PŁYTKA! To upokarzające. Wnoszę rower na czwarte piętro, żeby nie śmierdziało na klatce! – żali się nam pan Arkadiusz (38 l.), informatyk, który codziennie dojeżdża do biura 10 kilometrów na rowerze.
Ludzie Mówią DOŚĆ!
Pan Arkadiusz nie jest sam. Podobny koszmar przeżywają dziesiątki innych mieszkańców. Ludzie, którzy zaufali deweloperowi i zapłacili grube pieniądze za swoje wymarzone ‘M’, czują się po prostu oszukani. Zmuszeni są do ablucji w prowizorycznych warunkach, używając butelek z wodą i nawilżanych chusteczek. Sytuacja jest tak absurdalna, że aż trudno w nią uwierzyć!
- Płacimy horrendalny czynsz, a administracja ma nas gdzieś! Zgłaszamy problem od dwóch tygodni i nic! Odpisują tylko, że ‘sprawa jest w toku’. Jaka sprawa?! Tu trzeba hydraulika, a nie sztabu kryzysowego! - grzmi pani Joanna (32 l.), młoda mama.
Administracja UMYWA RĘCE!
Postanowiliśmy interweniować! Nasz dziennikarz zadzwonił do administracji budynku. Po długim oczekiwaniu na połączenie, usłyszał tylko wyuczoną formułkę. Na maila dostaliśmy jeszcze bardziej bezduszną odpowiedź: ‘Szanowni Państwo, informujemy, iż usterka została zgłoszona do odpowiednich służb technicznych. Prosimy o cierpliwość.’. Cierpliwość?! Ludziom ta cierpliwość właśnie się kończy! Czy tak deweloper dba o swoich klientów? Najpierw piękne obietnice, a po zapłacie… radźcie sobie sami? Nie odpuścimy tej sprawy! Będziemy patrzeć im na ręce!