Ciepły wieczór, szum wody, zapach pieczonej kiełbaski… Brzmi jak sielanka? Nic bardziej mylnego! To może być początek prawdziwego koszmaru, który zafundują ci bezduszni strażnicy miejscy! Przekonał się o tym pan Arkadiusz (43 l.) z Warszawy, który za niewinne ognisko nad Wisłą mógł zapłacić fortunę!
Polowanie na plażowiczów
Wyobraźcie to sobie. Pan Arkadiusz wraz z żoną i dwójką małych dzieci postanowił spędzić miło czas nad rzeką. Rozpalili niewielkie ognisko w miejscu, gdzie zawsze to robili. Dzieci piszczały z radości, kiełbaski już skwierczały na patykach. Nagle, jak spod ziemi, wyrośli ONI. Dwóch ponurych funkcjonariuszy Straży Miejskiej.
- “Koniec zabawy, proszę zgasić ogień! Będzie mandacik!” - rzucił jeden z nich bez cienia uśmiechu. Pan Arkadiusz zaniemówił. Chciał tylko pokazać dzieciom, jak kiedyś spędzało się czas. Tymczasem potraktowano go jak groźnego przestępcę!
”To skandal!”
- Chcieli mi wlepić 500 złotych mandatu! A straszyli, że sprawa w sądzie to nawet 5000 złotych kary! Za co?! Za kilka drewienek i kiełbasę?! To jest po prostu skandal i polowanie na zwykłych ludzi! - żali się nam załamany mężczyzna.
Urzędnicy tłumaczą się suchymi przepisami. Ognisko można palić tylko w wyznaczonych, betonowych paleniskach. Ale kto o tym wie? Czy naprawdę rodzinny wieczór nad Wisłą to taka zbrodnia? Uważajcie na siebie, bo patroli jest coraz więcej, a oni nie mają litości! Zamiast miłych wspomnień możecie wrócić do domu z potężnym debetem na koncie! To chore!