Czy można oszaleć od hałasu? Mieszkańcy jednej z ulic w centrum miasta twierdzą, że są o krok od obłędu! Wszystko przez ekipę budowlańców, która od bladego świtu terroryzuje całą okolicę. Punktualnie z wybiciem godziny szóstej rano, ciszę przeszywa potworny zgrzyt elektronarzędzi. To nie jest zwykły remont. To jest wojna wypowiedziana spokojnemu snowi!
’Żyjemy jak w piekle!’
Nasz reporter był na miejscu. Wystarczyło pięć minut, by poczuć ten koszmar na własnej skórze. Huk wiertarek udarowych odbija się od ścian wąskiej ulicy, tworząc torturę dla uszu. – Ja już nie mam siły! – mówi nam załamana pani Elżbieta (68 l.), emerytka. – Budzę się z walącym sercem, cała się trzęsę. Otworzyć okna się nie da, bo smród i pył lecą prosto do mieszkania. Czy tak ma wyglądać życie?! – pyta ze łzami w oczach.
Młoda matka błaga o litość
Dramat przeżywa też pan Arkadiusz (35 l.), który od roku pracuje zdalnie. – Jak mam prowadzić ważne rozmowy z klientami, kiedy za oknem mam startujący odrzutowiec? Szef już patrzy na mnie wilkiem! – żali się mężczyzna. – Ale najgorzej ma sąsiadka z małym dzieckiem. Maleństwo płacze całymi dniami, bo jest przerażone tym hałasem. To nieludzkie!
Bezczelna odpowiedź kierownika budowy
Postanowiliśmy interweniować i porozmawiać z szefem ekipy. Jego odpowiedź zwala z nóg. – Robota musi być zrobiona. Mamy terminy. A ludzie zawsze na coś narzekają – rzucił nam w twarz z kpiącym uśmieszkiem. Na pytanie, czy nie mogliby zaczynać pracy choćby o ósmej, tylko machnął ręką. – Przepisy pozwalają od szóstej, więc tak robimy. Koniec tematu – uciął rozmowę.
Mieszkańcy są bezradni. Czują się jak więźniowie we własnych domach. Gdzie są służby, które powinny stać na straży porządku i spokoju? Czy w imię terminów jakiejś budowy można bezkarnie niszczyć ludziom zdrowie i nerwy? Nie zostawimy tej sprawy! Będziemy walczyć o spokój dla tych udręczonych ludzi!